klimacik w Wiesbaden

poniedziałek, 16 września /25 dzień życia w Niemczech

W łikend, łikendzik zrobiliśmy krótki wypad do Wiesbaden. W zasadzie przypadkowo, ponieważ miał to być krótki wypad do IKEI po resztki meblowe uzupełniające koncepcję niemieckiego mieszkania, ale tłum na parkingu szwedzkiego marketu skutecznie nas wystraszył. Ten tłum to naturalna konsekwencja tutejszego trybu życia, który w naszym kraju skutecznie wprowadza PIS. Czyli: skoro normalnie pracujesz w korpo od rana do wieczora od poniedziałku do piątku, a w niedzielę sklepy są nieczynne, to kiedy jedziesz na zakupy? Oczywiście w sobotę. Ty, i Twój sąsiad, i kuzyn sąsiada, no wszyscy. Wszyscy w sobotę, bo kiedy indziej? I wszyscy stoją potem w giga korku na najlepszych autostradach i obwodnicach w Europie, bo nawet cztery pasy nie są w stanie sprostać takim tłumom. Następnie w żółwim tempie dojeżdżasz do sklepu. I tam, zgodnie z definicją, długo szukasz miejsca parkingowego. Znajdujesz i ruszasz dalej w dziki tłum przy półkach, kasach i w restauracji. Albo się ratujesz i uciekasz. My wybraliśmy to drugie i zwialiśmy do Wiesbaden.

Kontynuuj czytanie →

piątek trzynastego

13 września 2019, piątek/ 22 dzień życia w Niemczech

Matko, jak ten czas leci. Wczoraj minęły trzy tygodnie od naszego przyjazdu do Hesji. Dni są wypełnione wrażeniami i płyną jak wodospad. Trochę się wszystko ucodziennia, zwłaszcza odkąd Juniorka poszła do szkoły. Tylko dla mnie to codzienne 6.45 rano ciągle jest ciężkie do strawienia, ale rekompensuję to sobie długimi spacerami z psem ok. 10.00. Sunia ma raj. Iście teutońska puszcza, do której idziemy spacerem pięć minut, i codzienne ponad godzinne wędrówki tam luzem dają jej luksus, jakiego nie zapewniały wielkopolskie pola, po jakich ganiałyśmy co dwa, trzy dni.

Kontynuuj czytanie →

ziszczony sen mojego męża

niedziela, 1 września 2019/ 10 dzień życia w Niemczech

Każda, najprostsza nawet czynność,  to przynajmniej kilka pytań, których nie zadaję sobie w Polsce, albo które zadaję rzadko. Przykład: od przedwczoraj mamy pralkę i suszarkę. Przywiózł ją team, jakżeby inaczej, polski, trochę mieszany, bo młodszy Polak to poniekąd mój rodak półkrwi, polski jest dla niego drugim językiem i to słychać. Starszy mężczyzna (starszy, czyli tak na oko w moim wieku, sama nie wierzę w to, co piszę) wyraźnie napływowy, po polsku mówił ładnie, choć też z wkradającym się powolutku obcym akcentem. W zasadzie, myślę, z jakim obcym akcentem, przecież ten akcent jest już dla niego zapewne bardziej swojski niż ta z trudem podtrzymywana polszczyzna.  

Kontynuuj czytanie →

Schiller też była kobietą

czwartek, 28 sierpnia 2019/ 7 dzień życia w Niemczech

Postanowiłam, że wrócę do niemieckiej literatury, by jeszcze głębiej wejść w kraj, którego jestem gościem. „Opowiadania” Manna czekają na półce. Przed przyjazdem pochłonęłam „Przemianę” Kafki. Mąż czytał ja w oryginale, ja w przekładzie, na oryginał jeszcze przyjdzie pora.

Kontynuuj czytanie →