tunel

09.11.2021

Magdalena Parys przeniosła się do Niemiec w wieku kilkunastu lat, z rodzicami. Z wykształcenia filolog polonista i pedagog, studia ukończyła w jednym z najbardziej rozpoznawanych uniwersytetów Berlina, czyli u Humboldtów; od niedawna prowadzi podcasty i organizuje konkursy. Ale przede wszystkim pisze i to zarówno po polsku, jak po niemiecku. I to jak pisze!  Właśnie skończyłam jej „Tunel” i z żalem zamknęłam książkę. Z żalem, że to już koniec. Dzisiaj o tej książce.

Mówi się, że „Tunel” to taka niekomercyjna proza. I rzeczywiście, gdybym miała szukać przymiotników na to, jak pani Parys buduje swoje historie, to ten pasuje jak ulał. Stara szkoła, choć podrasowana, by współczesny czytelnik nie uciekł z krzykiem. Podobnie w swych filmach opowiada Polański. Klasycznie. Gdyby porównania przenieść wyłącznie na pole polskiej literatury, to proza berlińskiej pisarki bardzo przypomina mi narrację choćby Joanny Bator. A zatem, jeśli lubicie „Piaskową Górę” lub „Ciemno, prawie noc”, to warto zajrzeć i do pani Parys. Zwłaszcza że i tu, i tu, najbardziej niesamowite są gęstwy ludzkich losów, splatających się ze sobą i przenikających, tworzących kaskady powiązań, przyczyn i skutków. Małe i wielkie miłości, dramatyczne i niedramatyczne rozczarowania, przyjaźnie trwające całe życie, nienawiści równie wiecznotrwałe, tragedie pozamykane w czterech ścianach uchodźczych mieszkań, a w tle to, co nazywamy wielką historią i jej miażdżące tryby.

W tych trybach kilka nacji, ale wiodące to Niemcy i Polacy, sąsiedzi, imigranci, emigranci, uchodźcy i gospodarze, a w zależności o tego, jak się koło historii obróci, to zarówno wypędzający, jak i wypędzeni. A w mniejszej skali żony i mężowie, kochanki i kochankowie, rodzice i dzieci, siostry i bracia, członkowie partii i strajkujący, rozdający karty i ci, którzy kartami rzucają na stół, gdy fortuna nie po ich stronie. Rozdania rzadko są sprawiedliwe i nigdy nie wiadomo, co się trafi. Parys kartka po kartce odsłania nam tę ludzką grę i ludzką niemoc, przy czym, jak w tytułowym tunelu, im głębiej, tym mniej światła i trudniej się oddycha. 

Co jednak najbardziej niesamowite to to, że historia tunelu, osadzona przecież w późnym dwudziestym wieku, zahacza aż o jego korzenie i prawdziwą przyczynę. Schodzimy zatem razem z bohaterami powieści aż do brunatnych czasów Trzeciej Rzeszy. I choć perspektywa jest micro, bo pokazuje, co w życiu zwykłych niemieckich rodzin zmieniała faszystowska polityka i propaganda, efekt okazuje się zdumiewająco wielopokoleniowy. I równie zdumiewa, że pisze o tym kobieta niewiele starsza ode mnie, a zatem znająca wojnę wyłącznie z opowieści dziadków.

Uderzająca jest prostota zdań składających się na tę powieść. Niewiele tu ozdobników.  Styl autorki jest jak świeży powiew w wąskim korytarzu (i jak światełko na jego końcu 😉 ). A przecież technicznie, warsztatowo nie mogło to być łatwe – narracja jest wieloosobowa i każda postać mówi w jedyny, charakterystyczny dla siebie sposób. Po prostu majstersztyk.

Na początku swojej literackiej drogi Magdalena Parys pisała do tygodnika „Pogranicze”. Ukazywały się tam jej felietony i wiersze. Owo „Pogranicze” wydaje się wyjątkowo symboliczne dla tego, co i jak opisała w swoim „Tunelu”. Polska i Niemcy, w nieustającej interakcji, w nieprzerwanym ruchu ludzi i granic od stuleci, sąsiedztwo na śmierć i życie, pełne wyzwań od zawsze. Miasta przechodzące z rąk do rąk, ludzie migrujący z miast do miast, nieprzerwany ruch i wzajemne przenikanie. Wielkie niekończące się polsko-niemieckie pogranicze, od Renu po Bug. I ludzkie losy zadziwiająco podobne po obu stronach. Polecam!!

Tschüss!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *