Emil Nolde i jego „das Heimische”*

poniedziałek, 10.08.2020

7 sierpnia 1867 roku, czyli jakieś trzy dni i  153 lata temu, w ubogiej rolniczej rodzinie przyszedł na świat Hans Emil Hansen. Z czasem za nazwisko przyjął nazwę miejscowości, w której się urodził: Nolde. Kiedy umierał w roku 1956, świat znał go już jako jednego z największych niemieckich malarzy ekspresjonistów, znanego akwarelistę, z odwagą i fantazją używającego kolorów dla podkreślenia piękna otaczającej go północnoeuropejskiej natury. Niestety, ten sam świat rozpoznawał w nim także niekryjącego swych poglądów rasistę, antysemitę i zwolennika nazizmu. Postać w zadziwiający sposób tragiczną, bo oddaną w pełni ruchowi, który jego sztukę odrzucał i oficjalnie nią gardził. Dziś, gdy od rozkwitu niemieckiego faszyzmu mija prawie wiek, a Emil Nolde powraca w kulturowej narracji niemal wyłącznie jako malarski talent, mnie nie opuszcza pytanie, na ile możliwe jest odłączenie artysty od społecznego tła. Albo ile czasu musi minąć, by to tło wyblakło. Zapraszam.

Kontynuuj czytanie →

Rauch w Poznaniu

środa, 29.07.2020

Mieszko i Chrobry dłuta jednego z najsłynniejszych pruskich artystów. To hrabia Edward Raczyński, doskonale wykształcony wielkopolski arystokrata, mecenas sztuki i polityk, zlecił wykonanie dzieła Chrystianowi Danielowi Rauchowi. Zdjęcie autorstwa: Radomil talk, publikuję je na warunkach GNU Licencji Wolnej Dokumentacji.

Od lipca jestem w Polsce i jest mi z tym absolutnie cudownie. Po tygodniach pandemicznego odosobnienia wreszcie oddycham swoim powietrzem i otaczam swoim ludźmi. Każdy dzień jest piękny 😉 . W tym pięknie nieubłaganie minął półmetek wyznaczonego czasu pobytu i nagle kartki w kalendarzu zmieniły tryb z rozkosznego leniwego biegu na dziki furkot. Zrobiło się znacząco bliżej połowy sierpnia, czyli, ding dong, terminu powrotu do Hesji. Kto jest z „Relokowaną” zaprzyjaźniony, ten wie, że i tu mi dobrze, i tam nieźle (klik), ale rozpanoszony wirus wprowadza we wszystko jakiś niesympatyczny klimacik niepewności. Głupie i smutne pytania, czy i kiedy wjadę z powrotem do Wielkopolski, przeplatają się z pomysłami na to, co jeszcze zawieźć pod Frankfurt, żeby dłużej mieć Polskę przy sobie. Tak już mam, co począć.

I właśnie na fali tych refleksji chciałam napisać, że nie zawsze trzeba wyjechać daleko, by zobaczyć coś dobrego, i wesprzeć to odpowiednim przykładem, gdy ręka zawisła mi nad klawiaturą. Pewnie nie trzeba daleko, ale czy ja aby wybrałam dobry przykład? Dzisiaj o Chrobrym i Mieszku dłuta fenomenalnego Daniela Christiana Raucha. Zapraszam.

Kontynuuj czytanie →

Podlasie. Inny stan umysłu

środa, 22.07.2020

W dziejach mojej rodziny historia zatoczyła koło. W wyniku tego wirowania jedno z wnucząt mojej babci urodzonej na Podlasiu (w tym samym roku co Jan Paweł II, pokolenie Kolumbów), po latach intensywnej korpopracy spełniło swoje życiowe marzenie i całkiem niedawno współkupiło uroczy pensjonat niedaleko Narwi (czyli też na Podlasiu). Miejsce jest przecudnej urody, otoczone głęboką zielenią puszczy, z łąką aż po horyzont. Po łące – w zależności od pory roku i indywidualnych znanych tylko sobie upodobań – spacerują bociany i/lub żubry (o żubrze przeczytasz tu). Razem z innymi agrolubnymi turystami, którzy płacą niemało za podziwianie malarskiego pejzażu na drewnianej gościnnej werandzie, można (pijąc doskonałą kawę) przyglądać się podlaskim obłokom na lazurowym niebie. A jak kogo zmęczy ten niebiański widok, może ruszyć szlakiem starych cerkwi, z których część ma właśnie kolor tego nieba.

Kontynuuj czytanie →

Abendland

piątek, 17.07.2020

Zachód.

Kiedy kilkanaście dni temu Angela Merkel spotkała się z Emmanuelem Macronem w Brandenburgii, jej kremowo biały żakiet był tak jasny jak nastrój całego spotkania. Pogodna i uśmiechnięta kanclerz, właśnie rozpoczynająca półroczne kierownictwo w Unii, dystans trzymała wyłącznie z uwagi na zalecane społeczne obostrzenia koronawirusowe. Bo cała reszta, od idyllicznej i rozsłonecznionej miejscówki w Mesebergu aż po pozytywną relację między nią i prezydentem Francji, wysyłała w świat komunikat finalnie ujęty w słowach o solidarności i wsparciu. Chodzi o pokoronowy francusko-niemiecki pomysł na pakiet pomocowy dla Unii, który – z uwagi na konstrukcję opartą na zadłużeniu – krytykuje czterech sceptyków: Austria, Dania, Szwecja i Holandia. To, co podważają jedni (przy czym zaznacza się, że w sumie nie chodzi o samą ideę, ale o sposób jej przeprowadzenia), chwalą inni. Ponoć w pakiecie nawet nie tyle chodzi o ratowanie Unii po kryzysie, a o jej przyszłość w perspektywie nowych wyzwań gospodarczych, kryzysu ekonomicznego niektórych członków (Włochy), lepsze pozycje negocjacyjne wobec Azji i USA, a przede wszystkim o spójność.

Macron i Merkel przyjaźnie uśmiechnięci pod kolorowymi parasolami byli jak idealna ilustracja mojej wewnętrznej potrzeby napisania paru słów więcej o Zachodzie. Zachodzie Europy.  A zatem dzisiaj krótka etymologiczna, historyczna i geograficzna definicja. Plus garść rozważań. Zapraszam.

Kontynuuj czytanie →

o czym mówią cesarze (na Kyffhäuserze)

poniedziałek, 13.07.2020

Na tym zdjęciu ładnie widać, że dolna część pomnika, czyli Barbarossa, został wykuty bezpośrednio w skale Kyffhäusera.

Friedrich Rückert, literat i poeta, geniusz poliglota, o którym pisałam przy okazji pruskiej Emilii Plater (tutaj), napisał też o Barbarossie. W wierszu z 1817 roku dał wyraz swej dezaprobacie dla postanowień Kongresu Wiedeńskiego, który odmówił zgody na polityczne zjednoczenie Niemiec:

Kontynuuj czytanie →

złote pola Turyngii, grafitowe niebo

czwartek, 09.07.2020

Fryderyk I Barbarossa

Barbarossa właśnie się obudził. Ma nieprzytomne spojrzenie, głowę nieco pochyloną, jakby to ona, raptownie opadając na pierś, obudziła go jak każdego, kto doświadczył nierównej walki z drzemką. Usta półotwarte, jedną ręką jeszcze gmera w kędzierzawej i długiej brodzie, drugą już trzyma miecz, trochę nie jak wojownik broń, a jak zniedołężniały starzec kij do podparcia. Siedzi, ale lewą nogę ugiął jakby właśnie miał się zerwać do biegu. Jest prawie gotowy, a prawie, jak pouczają nas współczesne reklamy, robi wielką różnicę.

Kontynuuj czytanie →

kolonia artystów – czym jest, czym była

piątek, 03.07.2020/260 dzień życia w Niemczech

Fragment „Majowej dziewczyny” Antona Burgera – również do zobaczenia w Kronbergu. Polecam!     

Po opublikowaniu tekstu o kronberskiej kolonii malarskiej (tutaj) zdałam sobie sprawę, że ten termin może być dzisiaj znany niewielu. Słówko kolonia, pomimo przynajmniej sześciu definicji słownikowych, wydaje się wychodzić z użycia. Już dawno przestało być kojarzone z krajem okupowanym i eksploatowanym czy wyodrębnionym osiedlem podmiejskim/wiejskim, położonym w odosobnieniu. Dzięki serialom w świadomości widzów ostała się jeszcze kolonia jako miejsce przymusowego pobytu. A jak miejsce przymusowego pobytu, to i kolonia dla dzieci ;-), czyli zorganizowany wypoczynek w ośrodku kolonijnym –  taką kolonię od lat skutecznie wymazują ze słownika zmiany społeczne, dzieła zniszczenia niechybnie dokończy pandemiczna histeria.
Jakkolwiek by nie patrzeć, dla każdej z tych definicji wspólne są dwa założenia: skupisko (ludzkie) i jakaś forma jego organizacji czy wyodrębnienia. I te dwa aspekty pięknie określają również kolonie artystów, przy czym od razu napiszę, że pobyt w nich nie był karą, a wyrazem wolnej woli i chęci uczestników 😉 .

Kontynuuj czytanie →

Kronberg i (ważna) niemiecka Kolonia Artystów

wtorek, 30.06.2020/257 dzień życia w Niemczech

Fritz Wucherer, Am Bodensee, 1905. Obraz z kolekcji muzealnej, jeden z moich ulubieńców;
Wucherer był ostatnim z artystów zrzeszonych w kolonii, zmarł w 1948 roku.

Podróże na południowy-zachód, w klimatyczną dolinę Renu pozwoliły mi nieco odpocząć od architektury szachulcowej i górskich krajobrazów Taunusa. I po tej przerwie powrót na północ od Frankfurtu okazał się zaskakująco przyjemny. W miniony weekend zanosiło się na deszcz, w czasie deszczu, wiadomo, dzieci się nudzą, a wówczas najlepsze są muzea (między innymi, tej wersji będę się trzymać 😉 ). Tak wylądowaliśmy w malutkiej miejscowości Kronberg z jej kameralną i uroczą starówką, przepięknym niewielkim kościołem św. Jana i galerią malarstwa XIX i XX w. upamiętniającą jedną z pierwszych, a zarazem jedną z najważniejszych niemieckich kolonii artystów.
Ta galeria jest niesamowita z kilku powodów. Każdy z nich osobno jest wystarczający, żeby do niej zajrzeć, a suma stanowi rzecz nie do odparcia. Dzisiaj o Kronberger Malerkolonie Museum. Zapraszam!

Kontynuuj czytanie →

das Yoga

piątek, 26.06.2020/253 dzień życia w Niemczech

Czas płynie, troszkę się już w tych Niemczech rozkokosiłam, powolutku myślę o tym, by to, co było miłą codziennością w Polsce, towarzyszyło mi i nad Menem. I tak powróciły pomysły, by znaleźć dla siebie jogowe miejsce i uzupełnić to, co wyprawiam na macie w domu, o dodatkowe wsparcie na zewnątrz. A może, może nawet o nauczyciela, przewodnika duchowego i przyjaciela w mej jogowej podróży? Byłoby to co najmniej dziwne, myślę sobie, gdyby mój jogowy przewodnik rozmawiał ze mną akurat po niemiecku, ale nie takie rzeczy już w życiu widziałam, trudno, dam radę.
I tak zaczęłam swe jogowe niemieckie poszukiwania.

Kontynuuj czytanie →

ponad dwadzieścia lat razem, czyli Germania na poczcie

wtorek, 23.06.2020/250 dzień życia w Niemczech

1 stycznia 1900 roku Deutsche Reichspost wydała serię znaczków pocztowych z alegoryczną postacią Germanii. Jeszcze wówczas nikt się nie spodziewał, że seria stanie się jedną z najbardziej  rozpoznawanych i najdłużej używanych serii pocztowych świata. Germania po raz kolejny pokazała swą moc (klik) i przetrwała nie tylko 1. Wojnę Światową, ale i koniec niemieckiego imperium.
Dzisiaj o Germanii w służbie niemieckiej poczty. Zapraszam.

Kontynuuj czytanie →