Luiza, królowa Prus: taki piękny mit

wtorek, 28.04.2020/194 dzień życia w Niemczech

Portret Luise von Mecklenburg-Strelitz, królowej Prus, pastele, Nikolas Lauer, 1798.
Źródło: Wikimedia Commons.

Eleonora Prochaska zginęła na polu bitwy z imieniem królowej Luizy na ustach (więcej tutaj: klik). Królowa Luiza („piękna żona brzydkiego męża”), zanim sama zmarła przedwcześnie – też pojawiła się na polu walki i też w mundurze. Ale wszyscy wiedzieli, co za piękność skrywa się pod przebraniem  dragona i na czele własnego, honorowo podarowanego batalionu. Czyli bezsprzecznie różniły się od siebie (i od zawsze) te dwa obrazki. Rola Luizy była zupełnie inna od roli Eleonory, choć cel ten sam. Pokonać Francuzów. Walczyć o Prusy. Każdym dostępnym orężem. Do ostatniej kropli krwi. Dzisiaj o tej roli.

Spontaniczna, energiczna, dziewczęca i – dzisiaj byśmy powiedzieli- dość wyluzowana Luiza poślubiła króla Prus w wieku 17 lat. To wtedy wjechała na hohenzolernowski berliński dwór Bramą Brandenburską i był to jej pierwszy oficjalny wjazd do miasta. Tryumfalny. Urocza i nastoletnia, wychowywana na dworze babki w Darmstadt pod okiem bony wiernej zaleceniom Rousseau, żywiołowo wkroczyła w świat sztywnej pruskiej etykiety i od razu się z nią zderzyła, przyprawiając wielką ochmistrzynię, hrabinę Voss, co najmniej o bóle głowy (hrabina Voss wróci jeszcze do tej historii jako osoba, która pozostawiła po sobie wspomnienia na piśmie. Cenne źródło informacji). To, co przyprawiało o apopleksje ochmistrzynię (z czasem ponad sześćdziesięcioletnia Voss stała się oddaną przyjaciółką i wierną doradczynią królowej), zachwyciło poddanych i oszołomiło króla. Zaaranżowany związek jako jeden z nielicznych w  historii Europy przerodził się w prawdziwe i gorące uczucie. Metresy zniknęły z pałacowych korytarzy, a kolejne dzieci potwierdzały namiętność iskrzącą między małżonkami. Fryderyk Wilhelm III, który zwykle wypowiadał się po żołniersku zwięźle i krótko, do żony pisał długie listy pełne czułości. Wrażliwość Luizy, jej zaangażowanie, wierność, kobiecość, uroda, miłość do dzieci i relacja z nimi (kontynuacja zasad wychowania, które sama otrzymała w Darmstadt) oraz jej autentyczność sprawiły, że para królewska stała się wzorem małżeństwa dla obywateli, a królowa nowym standardem mieszczańskiej żony. Kobiety Prus pragnęły być takie jak ona. I ubierać się jak ona. Gdy Schadow (to ten pan od Kwadrygi na Bramie Brandenburskiej) wyrzeźbił młodą królową z chustką na szyi (założoną dla ukrycia chwilowego obrzmienia), wszystkie panie i panny Berlina zaczęły identycznie owijać szyje chustkami (czyli nihil novi sub sole, Kim Kardashian, Marilyn Monroe i Jackie Kennedy nie były pierwsze. I zapewne nie ostatnie).

Oto gipsowa wersja rzeźby, która zapoczątkowała modę na chustki w Berlinie.  Tak zwana Prinzessinengruppe, grupa księżniczek, powstała na zamówienie teścia Luizy, Fryderyka Wilhelma II. Luiza to postać na lewo (po chusteczce ją poznacie), Fryderyka, jej siostra, którą (nieszczęśliwie) wydano za brata męża Luizy, stoi po prawej. Schadow przebywał na dworze królewskim i miał dostęp do księżniczek, ponoć zdjęto również dokładne miary. Artystyczny efekt przerósł oczekiwania. Wdzięki obu kobiet przedstawiono aż nazbyt dokładnie. Fryderyk Wilhelm III skomentował dzieło jednym zdaniem: „Dla mnie fatalne”. Kiedy Luiza została królową, rzeźba zniknęła z przestrzeni publicznej (i nie był to przypadek).

Ten plik obejmuje licencja GNU Free Documentation License, Version 1.2 lub każda inna wersja opublikowana przez Free Software Foundation. Oto link do informacji o licencji: GNU Free Documentation License. Źródło: Wikimedia Commons.


W trakcie walk z Francją Luiza była jedną z najzagorzalszych zwolenniczek wolnych Prus, okazała się także zaufanym doradcą króla i przyjacielem w chwilach podejmowania ważnych decyzji. Ten zwyczaj radzenia się żony w ważnych sprawach władca kontynuował nawet po jej śmierci, odwiedzając grób w pięknej, zaprojektowanej przez Schinkla krypcie w Charlottenburgu.   

Zaangażowanie Luizy w walkę było dosłowne: wyruszyła z wojskiem na pole bitwy i otrzymała własny batalion dragona. Codziennie pisała dziesiątki listów adresowanych w różne zakątki kraju, by podtrzymać ducha walki i opór przeciwko Napoleonowi. Wreszcie doszło do spotkania tych dwojga, ale o tym wydarzeniu,  pełnym napięcia i rozmaitych namiętności, źródle licznych obrazów i legend, napiszę osobno (już wkrótce 😉 ). Poza polem walki osobiście wspierała lud wykończony konfliktami. Rozdawała jedzenie, troszczyła się o szpitale. Nazwana królową ludzkich serc jeszcze zanim świat pomyślał o księżnej Dianie. Żywa legenda, którą wczesna śmierć tylko umocniła (zresztą analogicznie do Diany).

Kiedy umiera, ma 34 lata, jest nadal piękną kobietą (choć ze skłonnością do tycia). Dramatyczne pogorszenie stanu zdrowia następuje latem 1810 roku w Hohenzieritz. Hrabina Voss specjalnym kurierem powiadamia króla o agonii królowej. Zdążył. Cztery godziny później Luiza odchodzi. Przyczyną śmierci miało być nieczynne jedno płuco i spory guz serca. Tę sercową chorobę podtrzymali poeci. W ich wierszach serce nie wytrzymało trosk o ojczyznę i pękło.   

Zgon młodej jeszcze królowej mitologizuje ją i uświęca ideę dalszej walki Prus zarówno z Francją, jak i o odzyskanie straconych części kraju. Pogrążony w autentycznej boleści król nie tylko stawia małżonce mauzoleum i sarkofag ze sprowadzonego z włoskiej Carary marmuru (w takim samym rzeźbił Michał Anioł), ale i ustanawia Żelazny Krzyż. Żelazny, jak biżuteria, którą królowa nosiła w czasach walki z Francją. Jak żelazo, które otrzymywali wszyscy, którzy w ramach wielkiego aktu społecznego wymieniali na nie swoje złoto – i przekazywali na rzecz zubożałego państwa. 

Kiedy w roku 1870 syn Luizy, Wilhelm I, udawał się na kolejną wojnę z Francją (konflikt zręcznie ukartowany przez Bismarcka), jak niegdyś ojciec oddał hołd matce przy jej sarkofagu.  

Wilhelm I u grobu matki przed wyruszeniem na wojnę z Francją, 19 lipca 1871 rok, dokładnie 60. rocznica śmierci Luizy.  Obraz autorstwa Antona von Wernera z roku 1881. Źródło: Wikimedia Commons.

I gdy wygrał (a zwycięstwo to stało się początkiem nowych wielkich Niemiec), przywołał jej postać ponownie jako symbol połączenia południa kraju z północą. Kraju, który miał zobaczyć siebie w związku jego rodziców: żywiołowej, autentycznej, rozedrganej, emocjonalnej Luizy i flegmatycznego, chłodnego, opanowanego pruskiego Fryderyka.

Z czasem mit zaczął blaknąć. Nadeszły nowe czasy, nowi poeci i nowe nurty społeczne. Mieszczańskość spełnionego małżeństwa i znajdowanie szczęścia w wiernej miłości stały się passe. Wyparł je feminizm ze swoimi własnymi ikonami, a nadchodzące nowe wielkie wojny nie przywołały na pomoc arystokratycznej legendy. Nakręcony pod koniec lat 50-ych XX w. film z duetem niezwykle popularnych aktorów:  Ruth Leuwerik i Dietera Borsche, nie przyniósł oczekiwanej restauracji mitu. Zarzucono mu folgowanie mało wyrafinowanym gustom z popularnych magazynów dla pań. Nic ambitnego, napisano. Obejrzałam kilka fragmentów. Uroczy dla produkcji w tym typie. I dla miłośników vintage.
I taka, zdaje się, pozostaje dziś Luiza. Historia dla koneserów.  Ale że wiąże się z nią kilka niesamowitych wręcz opowieści i naprawdę porywających nazwisk, trochę na tym blogu pobędzie. Nie mam serca inaczej.

Tu znajdziecie fragment filmu, o którym piszę: https://www.youtube.com/watch?v=DvnAk_lHcIM Zajrzyjcie 😉


Tschuss!


Ważne: niniejszy wpis powstał w oparciu o moją wiedzę oraz następujące źródła informacji:
1. Mity Niemców, Herfried Muenkler, Warszawa 2013 (polecam!)
2. Europa, Norman Davies, Kraków 2010 (też polecam, ale naprawdę wytrwałym;-))
3. Wikipedia niemieckojęzyczna.

2 komentarze

  1. A ja właśnie przeczytałam o innej niezwykłej kobiecie Nellie Bly (naprawdę Elizabeth Jane Cochran). Ciekawe dlaczego w szkołach nie uczymy się o wartościowych ludziach, którzy coś dobrego po sobie zostawili i coś dobrego dla innych zrobili? Na ogół jest o ludziach, którym udało się zamordować więcej osób niż tej drugiej stronie w walce o władzę (dla dobra kraju oczywiście)?

  2. Nellie Bly, pionierka dziennikarstwa śledczego 🙂 Mocna postać, zwłaszcza na owe czasy. I bardzo odważna. Dzięki za przypomnienie tego nazwiska 🙂 A poza tym, pamiętam z przeglądania polskich podręczników Juniorki, odniosłam wrażenie, że jednak uczymy też o takich 🙂 I jeszcze, naprawdę, to, jak dzisiaj przygotowane są książki z historii w szkole, to jest graficzny, czytelniczy i poznawczy majstersztyk (moim zdaniem). Kto ma wątpliwości, zapraszam do archiwum i obejrzenia tego, jak to wyglądało jeszcze dekadę albo dwie wstecz. A to znowu nie było tak dawno 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *