poszukiwane rodzeństwo J. i M. Za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem

środa, 23 października 2019/ 46 dzień życia w Niemczech

W niedzielę pojechaliśmy do Hanau, do Muzeum Braci Grimm. Dzień był piękny, sporo słońca, pałac Philipsruhe tuż nad Menem, liście w parku złote jak złota reprezentacyjna wjazdowa brama w stylu Wersalu (są inspiracje, są). Muzeum niewielkie, ale z pomysłem. Gadający portret hugenockiej przyjaciółki rodziny Grimm (jak w Hogwarcie), sala bajkowych aktywności dla najmłodszych i skarb dla zainteresowanych dorosłych – oś czasu, a na niej życie rodziny Grimm, ważne wydarzenia w Europie, w tym technologiczne nowinki i oczywiście publikacje obu braci. Ta oś nie wychodzi mi z głowy od czasu tej wizyty i na pewno jeszcze do niej wrócę. Dzisiaj zaś, jak powiedziałby bajkopisarz, będzie o bajkach.

Wilhelm i Jakub zebrali i spisali baśnie, które – jeśli zedrzeć z nich bajkopisarski warsztat i realizowaną z żelazną konsekwencją ideę moralizatorską: zło zostaje zawsze ukarane, a pomyślunek i dobro zawsze zwycięża – pokazują świat Europy kilka wieków wstecz. Część opowieści to przecież kalki bajek z XVII wieku (francuskich i włoskich), a jak wiemy, w każdej bajce jest jednak trochę prawdy.
No to popatrzmy, jak wyglądała ta europejska prawda:

1. ubóstwo – to ono leży u podstaw kiepskich rodzicielskich decyzji (ubogi drwal po ponownym ożenku wyrzuca Jasia i Małgosię z domu) i dramatycznych prób zmiany losu na lepsze (żona rybaka przekraczająca granice cierpliwości Złotej Rybki, rywalizacja o króla lub księcia, choćby kosztem pięt i palców (siostry Kopciuszka) lub morderstwo (popełni je np. macocha Siostrzyczki, aby zapewnić rodzonej córce życie u boku króla)). 

2. władza jest sexy – bajkowym bohaterkom szczęście zapewnia dobre (czyli korzystne) zamążpójście. Nie ma innego sposobu na kobiecy happy end. Żadnych studiów, osiągnięć naukowych, Nobli ani honoris causa. Gwarancją sukcesu jest wyłącznie mężczyzna, dobrze sytuowany (jak powiedziałaby moja babcia), czyli, dla bajkowego uproszczenia, od razu król lub książę. Taki z zamkiem, pałacem, karetą, służbą i skrzyniami pełnymi złotych monet. Zresztą, bajkowo i życiowo, taki przyszły mąż po prostu wszystko może i bez trudu własne siły i armię rzuca na poszukiwania ukochanej, wydaje dekrety, skazuje wrogów na wygnanie lub śmierć (co jest plusem, gdy się stara i gdy mu zależy; kiedy stan rzeczy się zmienia, wszechmoc męża przestaje być atutem. Za tę wiedzę w prawdziwym życiu zapłaciły głową Anna Boleyn i Katarzyna Howard).

3. najlepiej być pięknym – zwłaszcza, gdy jest się ubogą panną o dobrym sercu. W bajkach castingi na królową wygrywają tylko ładne panny. Zwykle w kulminacyjnej scenie rzeczony król lub książę staje oszołomiony urodą odnalezionej właśnie/uratowanej istoty, a stąd już naprawdę blisko do ołtarza i wspólnego konta w banku, czyli, uff, odhaczone, byt zapewniony. Dla panny i dla jej dzieci.

4. śmierć – zdarza się, niestety, że piękna królowa nie przeżywa porodu lub połogu i wówczas do akcji wkracza zła macocha. Bywa też, że dowiadujemy się z wprowadzenia do bajki, iż dziecko/dzieci miały cudowną matkę, którą straciły. Co, jak się nieco poczyta o minionych stuleciach, nie jest niczym nietypowym – tak, kobiety umierały w połogu lub przy porodzie głównie z powodu zakażeń (brak higieny) albo – jak wielka część ówczesnych społeczeństw – zapadały na gruźlicę, chorobę nieuleczalną aż do końca XIX wieku (o świecie tego czasu i jego chorobach bardzo ciekawie pisze Thomas Goetz w: „Cudowny lek. Robert Koch, Ludwik Pasteur i prątki gruźlicy”. Polecam!).

Dla uproszczenia pomijam wielkie zarazy przywożone na statkach. 

I wówczas – rozwiązanie stare jak świat – mężczyzna, choćby kochał zmarłą żonę do szaleństwa, z przyczyn prozaicznych (prowadzenie domu, opieka nad dziećmi) żeni się ponownie. Zwykle druga żona jest gorsza od pierwszej (psychologicznie zapewne idealizowanej przez osieroconą rodzinę) i wprowadza do domu własne dzieci z – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli- poprzedniego związku. Czyli – wypisz wymaluj – rodzina patchworkowa.

5. dzieci – gdy przysłowiowa kołdra jest za krótka, czyli pieniędzy nie starcza na życie (vide punkt 1.), i gdy macocha wprowadza swoje potomstwo do wspólnego domu (vide punkt 4.), dzieciom wdowca – pół sierotom nie dzieje się dobrze. Decydują się wówczas na ucieczkę. Ucieczka może być dosłowna (Braciszek i Siostrzyczka) lub mniej dosłowna (czyli zamążpójście, a raczej zakrólpójście, vide punkt 2.).

6. kary – system sprawiedliwości jest prosty i skuteczny, bywa też wstrząsający, ale – podobnie jak w Europie sprzed stuleci – chodzi o show, jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, a zatem dobrze (i publicznie) ukarany złoczyńca to świetna przestroga dla innych. Może dwa razy pomyślą, zanim wprowadzą jakiś niecny plan w życie. A zatem zła Baba Jaga ginie spalona w piecu (to Małgosia wsuwa łopatę ze staruszką do pieca), wilkowi leśniczy rozpruwa brzuch (by uwolnić Czerwonego Kapturka i Babcię), a macocha Kopciuszka zostaje stracona. Wielkie wytwórnie filmowe współczesnego świata zwykle ujmują te momenty nieco mniej dosłownie (albo wręcz dopowiadają inny finał), by nie psuć radosnej rodzinnej atmosfery z chipsami i colą w kinie.

Dlatego lekturę prawdziwych bajek braci Grimm zalecam osobom pełnoletnim i dojrzałym emocjonalnie. Takim, które są na przykład po lekturze „Kapitału …” Pikettego i wiedzą, że właśnie tak wyglądała Europa aż do połowy XIX wieku (no, może system sprawiedliwości z czasem się nieco ucywilizował). Że tak, drogą kobiecej kariery było dobre zamążpójście. Że tak, właśnie tak, większość ludzi była bardzo biedna, a tylko garstka bogata i wielkie rewolucje zmieniały ten stan
na krótko.  Dzieciom nie wiodło się dobrze i często były wykorzystywane, bite albo głodzone. I że – ale o tym już nie ma zbyt wiele w bajkach – zmiana statusu społecznego wiązała się głównie z otrzymaniem spadku. I że –  tego też już nie ma w bajkach –  według Pikettego, pomijając ogólne znacznie lepsze warunki życiowe większości społeczeństw w Europie i Stanach, ponownie dochodzimy do momentu, gdy autentyczny spory skok w statusie może dać… właściwe małżeństwo lub spadek. („Kapitał w XXI wieku”, Thomas Piketty – polecam!)

Ach, też słyszycie chichot historii?

Czujecie ten dreszczyk na plecach?

Pomyślcie

już niedługo

wszyscy będziemy żyć

jak w  b a j c e  .


Tschuss!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *