czort jedyny wie, co rzuciło mnie w… ten kurort

czwartek, 26.03.2020/161 dzień życia w Niemczech

Słówko kurort urodziło się w Niemczech i stanowi sumę dwóch wyrazów: die Kur – kuracja, leczenie i der Ort – miejsce, miejscowość. Przez swe germańskie pochodzenie od początku (XIX w.) nie było mile widziane w Polsce. Językoznawcze autorytety i patrioci puryści opatrywali je w słownikach wieloma wykrzyknikami sugerując wyrzucenie poza nawias poprawnej polszczyzny. 

Stylistyczną persona non grata pokochali zwykli Polacy. Wbrew oficjalnym zaleceniom nie zastąpili jej angielskim resort (urodzonym zresztą we Francji i kojarzącym się głównie z polityką) ani miejscowością wypoczynkową, która była zwyczajnie za długa.  Po 1. Wojnie Światowej i odzyskaniu niepodległości wraży kurort miał ustąpić miejsca narodowemu uzdrowisku, które w praktyce językowej okazało się z kolei znaczeniowo zbyt wąskie. I tak kurort przez stulecie trzymał się bardzo dobrze, być może również dlatego, że podświadomie, głęboko pozajęzykowo niósł w sobie pewną dozę luksusu. Jak z takim burżuazyjnym i obytym światowcem miało konkurować siermiężne uzdrowisko?

Nierówną walkę tych dwojga wygrało zrewitalizowane spa. Co prawda sama idea sięga jeszcze starożytności, ale jej triumfalny powrót należy do drugiej połowy XX wieku. Sanus per aqua, zdrowie przez wodę, odeszło zresztą od etymologicznych korzeni i dziś oznacza po prostu miejsce, w którym dbamy o ciało (i o ducha, jak przekonują nas dostawcy tych usług, w końcu w zdrowym ciele… sami wiecie). Z czasem ciało zastąpiły jego części, doskonały przykład rynkowej synekdochy pars pro toto, część za całość, paznokcie też mogą mieć swoje spa, i włosy, i stopy, grzech nie skorzystać, a to z kolei rodzi intrygującą handlową synergię, ponieważ suma wszystkich tych wydatków jest zawsze wyższa od tego, co planujemy wydać.

I choć i tak w wyniku licznych zmian społecznych (i technologicznych) pobyt u wód niewyobrażalnie zdemokratyzował się w porównaniu z okresem wizyty Cesarza Wilhelma w sodeńskim spa (1861!), najczystszy z tych wszystkich ablucji wychodzi zawsze portfel (konsumenta).

Już wkrótce osobny wpis o kurorcie Bad Soden. Zapraszam!


Tschuss!


Ważne: historyczne szczegóły dotyczące wykluczania kurortu z polskiego słownictwa poznałam dzięki lekturze artykułu pani Katarzyny Wyrwas, opublikowanego w „Języku Polskim” LXXXV, 2005, z. 2, s. 154-156.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *