do Prochaskiej

środa, 22.04.2020/188 dzień życia w Niemczech

Wiersz o Prochaskiej, jak swego czasu Mickiewicz o Plater, napisał Friedrich Rueckert, geniusz posługujący się 40 językami, poeta i literat, jedna z najjaśniejszych gwiazd niemieckiej literatury pierwszej połowy XIX wieku (a wszyscy tylko: Goethe i Schiller, Schiller i Goethe, nuda). On sam wart jest osobnego wpisu, ale dzisiaj pojawia się bardzo wybiórczo i wyłącznie w nawiązaniu do Eleonory Prochaskiej, o której pisałam tu (klik). Dziewczyna w przebraniu mężczyzny* i pełniąca męskie funkcje jak widać wszędzie budziła emocje (kiedyś. Dziś w Niemczech jest inaczej – zobacz ten wpis (klik)). Przypomnę dla porządku (i dla dodania smaczku), że w wielu krajach Europy przez kilka stuleci kobietom groziła kara za noszenie męskich strojów.

Łamanie zasad uchodziło na sucho wyłącznie ekstrawagantkom o silnej społecznej pozycji (w rodzaju George Sand). I, jak historia pokazuje, obyczajowo  udało się to i Plater, i Prochaskiej, które zamiast linczu spotkała gloryfikacja. W obu przypadkach krótkotrwała za życia (bo zmarły młodo) i utrwalona na wieki (poniekąd właśnie dzięki tej szybkiej, przedwczesnej śmierci).  

W ramach długich wolnych przebiegów czasowych podczas virusferien, wirusowakacji, przetłumaczyłam oryginał „Do Prochaskiej” z niemieckiego na polski.

Uwaga: w stosunku do oryginału moje tłumaczenie jest:
– odarte z maniery stylistycznej charakterystycznej dla epoki,
–  niewierne (momentami napisałam nowy wiersz, hmm),
– i feminizujące 😉 .

Ale i tak, a w zasadzie dzięki powyższemu, bawiłam się świetnie. Oryginał Rueckerta znajdziecie tu (klik).
Kto ma ochotę, niech też spróbuje. I podeśle swoją wersję. Czas start. Czekam na karolina@opowiescirelokowanej.pl  do końca kwietnia (tego roku). Wybrane opublikuję na blogu.

A oto, jak to idzie po mojemu:

do Prochaskiej, dziewczyny z Poczdamu


Nic tylko wstyd,
wstyd mi pozostanie,
gdy nieuzbrojone będzie moje ramię.
I każdej dzisiaj zalecam to pani,
Aby i ona mogła stalą ranić.

Co to za szabla?
Kto ją trzyma w dłoni?
I kogo kryje ta maska?

To dziewczyna
To panna Prochaska

Może i skóra nieco była gładsza
i pukiel jaśniejszy na skroni
ale w tłum wroga
rzucała się pierwsza
i nikt jej nie mógł dogonić

Oprócz tej kuli
która ją dopadła

A teraz drobne palce drżą
w ręce lekarza
Bądź czuły
medyku
jak czuła była kula

Prochaska, ty żyjesz
znowu będziesz sobą

miękko
i kobieco

grad domowych spraw
podjazdy na salonach
potyczki u krawcowej

A mnie
nic tylko wstyd
gdy nieuzbrojone będzie moje ramię.
I każdej dzisiaj zalecam to pani,
Aby i ona mogła stalą ranić.

/Do Prochaskiej, dziewczyny z Poczdamu, Friedrich Rueckert;
tłumaczenie (bardzo swobodne względem niemieckiego pierwowzoru): Karolina Filipiak/


Tschuss!



*opowiadam tę historię młodszej Juniorce, odwołując się do naszej Emilii Plater:
– Wtedy kobiety – mówię – nie mogły być żołnierzami. I dlatego obie, i Emilia, i Eleonora, musiały przebrać się za chłopaków, żeby z bronią w ręce walczyć o ojczyznę.
– A…. – kiwa głową Juniorka – jak Mulan?
No tak. Jak Mulan.
Disneju, zwyciężasz.

2 komentarze

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *