świat mercedesa

20.07.2022

Fot.: A. Filipiak

– Mamo! Mamo! Czy wiesz – woła Juniorka – Jaki jest mój TOP3 muzeów?
Juniorka właśnie wróciła z weekendowego wypadu z Mężem i babcią do Baden-Baden i Stuttgartu, za sobą ma trzy lata wypełnione zwiedzaniem w Niemczech, w tym ostatni rok pełen wrażeń w bonusie, to jest z urodzinowym Paryżem i wielkanocną Toskanią zwieńczoną Rzymem.
Co z tej mnogości okazało się hitem hitów dla nastolatki?

– A zatem… – Juniorka poprawia zsuwające się z nosa okulary, to dziecko ciągle się rusza, śmieje i mówi, aż cud, że okulary tak rzadko zjeżdżają w dół – Tak, ja mam to, mamo, już wszystko w głowie poukładane. Numer jeden to Luwr.
– Acha – mówię – To w takim razie numer dwa to pewnie Muzea Watykańskie, co?
– Tak! Tak! – podryguje Juniorka, która najbardziej w muzeach upodobała sobie rzeźbę. Trójwymiarowość ma dla mojej córki znaczenie i wyraźnie zachwyca ją bardziej niż płaskie płótna, choćby nawet pokryte najbardziej wymyślnymi kolorami.
– A na trzecim miejscu, mamo, jest… – dramatyczna pauza poprzedza numer trzeci – Muzeum Mercedesa!


Numer trzy na tej liście to dla mnie oczywista oczywistość, bo w Muzeum Mercedesa (Mercedes-Benz Welt, Stuttgart) są nie tylko bryły, absolutny trójwymiar, ale także błyszczące karoserie, a nasza Juniorka jest rodzinną blacharą. Niemcy jako miejsce, w którym samochody kocha się przynajmniej tak samo jak dzieci, a na pewno równie często się je myje, okazały się automobilowym rajem dla Juniorki. Podobnie jak nasz dzielony z sąsiadami podziemny garaż, w którym obok opli i mercedesów parkują też jaguary i old-schoolowe volkswageny.

W stutgarskim muzeum karoserie lśnią jeszcze bardziej niż na autostradach Hesji, a dodatkowo cieszą oczy chronologicznym ciągiem od pierwszych motopomysłów do dziś. To ciąg na bogato, błysk metalu uzupełniają skóry i wyrafinowanie dopracowanych w szczegółach dodatków. Niektórych może zaskoczyć zatem, że w aspiracjach producenta było zaspokojenie i innych potrzeb, dalekich od świata glamour: w tym i na autobusy, i na ambulansy. I na królowanie w przestworzach, bo silnikami samolotów i turbinami statków marka też się zajmowała. W świecie Benza wszystko zaczyna się od konia – i nie spoilerując zwiedzania dodam jedynie, że zarówno symbolicznie, jak w realu. Z kolei przyszłość to opływowe kształty znane nam z filmów SF, a przecież wzięte z tego, co człowiek już kiedyś zobaczył: płaszczki, rekina, ruchu płetwy. Między historycznym wczoraj  i symbolicznym jutrem zwiedzający znajdą całe kolekcje sportowe, spersonalizowane modele gwiazd, limuzyny szalonych lat dwudziestych i niespokojnych lat trzydziestych, różowe szaleństwo lat sześćdziesiątych i modele krążowniki, korzystające z wolności nielimitowanych hektolitrów paliwa sprzed kryzysu lat siedemdziesiątych XX. wieku.

Mercedes jest jak Bond, symbol swoich czasów, zmieniający się zgodnie z oczekiwaniami, poniekąd je wyprzedzający, ilustrujący i jednocześnie kształtujący. Pozornie nieśmiertelny. Zawsze pożądany. Europejski symbol luksusu. I motoryzacyjnego piękna. Legendarnej wysokiej niemieckiej jakości za równie wysoką cenę.

To muzeum jest też oczywiście aktem wyrafinowanego marketingu. Można je po prostu zobaczyć i odejść z oczami wypełnionymi praktycznym pięknem. Można się rozchorować od pożądania, by takie cacko mieć. Można się umościć w zadowoleniu, że się mercedesa posiada, stając się w ten sposób członkiem ekskluzywnego klubu. Można też poukładać sobie w głowie historię cywilizacji, której mercedes jest niezaprzeczalną częścią. Lub po prostu zadumać nad ludzką naturą i tym, co nas kręci. I czego sprytne wykorzystanie także leży u podstaw sukcesu marki.

Juniorka naturalnie poleca 😊, wiadomix: Luwr, Watykan, Mercedes-Benz.

A ja od siebie dodam, że o mercedesie, a właściwie o Mercedes, już kiedyś pisałam, o, tutaj: https://opowiescirelokowanej.pl/mercedes-tez-byla-kobieta/

Miłej lektury!

Tschüss!



Edit: w tym muzeum wszystko jest piękne, sama bryła budynku także (architekt: Ben van Barkel), a w niej niesamowite metaliczne windy wyłożone skórą. Tak, mercedes to luksus, luksus definiowany estetyką designu i tegoż designu esencją, czyli niezakłóconym użytkowaniem przedmiotu stworzonego w określonym celu. Może brzmi tajemniczo, ale kto zna bazową definicję designu, ten wie 😊 A kto nie zna, a chciałby dowiedzieć się więcej, ten koniecznie powinien przeczytać fenomenalną książkę Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design”.
(Polecam od zawsze.)

A tu znajdziecie link do muzealnego świata mercedesa w Stuttgarcie: https://www.mercedes-benz.com/en/classic/museum/  Zajrzyjcie i nacieszcie oczy 😊 .

Jeśli czytasz mojego bloga, możesz zamówić także moją książkę i wkrótce cieszyć się zapachem druku i szelestem kartek.

Zamów książkę →

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.