cesarzowa

piątek, 27 listopada 2020/Niemcy

Kiedy Angela Merkel po raz pierwszy została kanclerzem Niemiec w 2005 roku, prawie się popłakałam ze szczęścia. Uznałam, że wybór kobiety na najważniejszy urząd w tym państwie jest symbolem wielkich społecznych zmian, ilustrujących także niesamowitą przemianę w świadomości współczesnych. Przede wszystkim jednak miałam nadzieję, że to wydarzenie stanie się wzorem dla innych państw kontynentu. A potem, przez wiele lat, z olbrzymim zainteresowaniem obserwowałam, jak pani Merkel radzi sobie w świecie wielkiej polityki zdominowanej przez mężczyzn. Dlatego biografię Kanzlerin pióra Arkadiusza Stempina przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy. A skąd te wypieki, zdradzam poniżej.

Uwaga! To może być spoiler!

CDU, czyli Angela Merkel
Echa wewnętrznej polityki Niemiec dochodzą do Polski bardzo rzadko. Tymczasem, podobnie jak nad Wisłą, lokalne nastroje mają olbrzymi wpływ na to, co niemiecki rząd firmuje na zewnątrz. W finale liczy się przede wszystkim głos wyborcy. Dla znawców i zainteresowanych jest to oczywiste. Dla laików – niekoniecznie. Stąd zapewne tyle emocji w obserwatorach, gdy na szczytach władzy formułuje się (pozornie) niezrozumiałe lub sprzeczne z pierwotnymi osądy i deklaracje. Angela Merkel przoduje w tej błyskawicznej zmianie poglądów. Jest jak czuły sensor wychwytujący społeczne lęki i potrzeby (to dzisiaj – wcześniej nie zawsze tak było) i dopasowuje do nich ofertę swojej partii. A że po kilkunastu latach na kanclerskim stołku Angela i CDU postrzegane są jako jedność, śmiało można sparafrazować Ludwikowe „Francja to ja” i powiedzieć „CDU to Angela Merkel”.

Polecam!
Ta książka opowiada właśnie, jak do tego doszło. Jednym z olbrzymich atutów Stempina jest przystępne wytłumaczenie czytelnikom niemieckiej gry interesów w każdym z omawianych przypadków. A korowód spraw i przywoływanych postaci jest równie barwny jak niektóre z ich wypowiedzi. To czołowi niemieccy politycy (Schröder, Kohl), wielkie nazwiska kluczowych niemieckich partnerów (Macron, Holland), polskie perełki (Tusk, Sikorski), ogólnie znane problemy (Berlusconi, Putin) i rozmaite gwiazdy światowego formatu (Bono, Lewandowski). Dzięki narracyjnej sprawności autora jedna historia gładko przechodzi w drugą, wszystkie okraszone rozsądną ilością anegdot. Odnosi się wrażenie, że pisanie sprawiło autorowi taką samą frajdę jak czytelnikowi lektura 😉 .  

I chociaż całość zrealizowana jest według tradycyjnego schematu biografii – od historii rodziców pani Merkel przez szkołę podstawową tytułowej bohaterki i studia z fizyki po współczesność, od skromnych politycznych początków po rozmach wielkiej sceny Bundestagu i Unii – udało jej się zachować plotkarską lekkość (z zachowaniem granic dobrego smaku), pikanterię kuluarów (vide poskromienie Klubu Andyjskiego) i pozbawiony patosu opis historycznych przełomów. I przy tym wszystkim bardzo rzetelny warsztat w postaci rozbudowanych przypisów i imponującej bibliografii.

Po niemiecku
Niesamowita w tym wszystkim jest jeszcze perspektywa autora. Arkadiusz Stempin jest historykiem i politologiem, który ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie we Freiburgu. W tym ostatnim doktoryzował się i habilitował. Aktywny komentator sytuacji politycznej w Niemczech, publicysta stojący za ciekawymi wywiadami z bohaterami niemieckiej kultury. Ta niemiecko-polska biografia uzasadnia perspektywę „Cesarzowej” – bardzo wiele przywołanych wydarzeń (np. kryzys euro, potencjalny Grexit) uwzględnia przede wszystkim niemiecki punkt widzenia. Co naturalnie, jak mawiała młodsza z moich córek, jest trochę dobrze i trochę niedobrze. Dobrze, bo można to potraktować jak intelektualną grę i spojrzenie z perspektywy innej niż zwykle (bo nie-polskiej), powiedzmy takiej, która jest po prostu jedną z kilku możliwych optyk. Dla mniej  zorientowanego czytelnika – narracja prowadzona w ten sposób może się okazać irytującą pułapką braku alternatyw i wrażenia, że tylko taka orientacja (=niemiecka) jest jedyną słuszną. A to już niekoniecznie jest prawda.

Czarna wdowa
Wielka polityka sobie, a życie sobie. Obok informacji, co robiła Angela Merkel w noc zburzenia berlińskiego muru i próby odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście była agentem Stasi, praca Stempina przynosi obraz kobiety z żelaza, pracującej od dekad na granicy wytrzymałości psycho-fizycznej, niezwykle zdyscyplinowanej i ekstremalnie wyczulonej na społeczne zmiany i oczekiwania. Odrabiającej polityczne lekcje z pokorą. I wszystkie. W przypadku kanclerz Merkel nauka nigdy nie idzie w las, a jej doświadczenia zawodowe pokazują, że czasem nie trzeba robić nic, by pozbyć się problemu. A już na pewno nie robić nic zbyt szybko. I bacznie obserwować. Analityczna i inteligentna, znalazła własny sposób na radzenie sobie z polityczną konkurencją. Ten sposób na wielu stronach opisuje profesor Stempin, już na wstępie kusząco opatrując go przydomkami „czarna wdowa” i „amazonka”. A kto z Was nie widzi w pani kanclerz seksownej starożytnej wojowniczki, zawsze może zerknąć na Angelę Merkel w wydaniu firmy Mattel (kliknij tutaj).

Czy kanclerz może mieć wąsy?
Po babsku jestem też wdzięczna autorowi za opis kanclerskiego gabinetu, girls’ club, dzięki któremu panią kanclerz strzyże światowej klasy mistrz nożyc i kilka relacji z wrażeń, jakie na niemieckich obywatelach i obywatelkach zrobił zaprezentowany podczas Festiwalu Wagnerowskiego bogaty dekolt kanclerz w stylu francuskiego „wszystko na wierzchu” (kliknij tutaj). Lektura potwierdziła, że etos pracy kanclerz nie przez przypadek jest tak daleki od świata celebrity. Razem z kilogramami akt zabieranych ze sobą codziennie wieczorem po pracy do przejrzenia przed pobudką i śniadaniem o 7.30, Merkel buduje wizerunek odpowiedzialnego gospodarza kraju. A w zasadzie gospodyni. Mateczki. Gdy profesor Stempin zamyka książkę w 2014 roku, młodsze pokolenia Niemców pytają rodziców, czy kanclerz może mieć wąsy. Jeden z niemieckich kabaretów sparafrazuje to pytanie pięć lat później, gdy zacznie dociekać, czy Niemcy dojrzały już do kanclerza mężczyzny. Ale tak naprawdę najważniejsze jest inne pytanie: jakiego kanclerza potrzebują dzisiaj Niemcy? W ostatnich wersach książki profesor Stempin antycypuje odpowiedź: Merkel nie jest politykiem wielkich wizji. Ona tych wizji unika. Za to bardzo sprawnie realizuje działania w krótkiej perspektywie. Jeśli prawdą jest, że w obliczu kryzysu Unii Europejskiej (czy po prostu europejskiej wspólnoty) kontynent potrzebuje strategicznej wielkowymiarowej zmiany totalnej, pani Merkel może się okazać niewystarczająca.

Niestety, odpowiedzi na pytanie, kto mógłby być tym Prometeuszem, brak.

Tschuss!

P.S. Szukasz ciekawych książek o Niemczech? Moje recenzje znajdziesz tutu.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *