mity Niemców

czwartek, 01.10.2020/Niemcy

To jest bardzo dobra książka. Tak dobra, że nagrodzona na branżowych Lipskich Targach w kategorii non-fiction (2009). W moich prywatnych rankingach – jeden z najlepszych tytułów przeczytanych w ostatniej dekadzie. I jednocześnie, powiedzmy sobie szczerze, to nie jest książka dla wszystkich. Dzisiaj piszę o „Mitach Niemców” Herfrieda Münklera. Zapraszam.

Jest jakaś magia w czytaniu autorów i historii, które dotyczą kraju lub regionu, w którym się przebywa na wakacjach (albo nie na wakacjach, chodzi o to, że nie na stałe, a wyłącznie przez jakiś czas, i że wyraźnie jest to miejsce poza własnym domem). To takie turystyczne uzupełnienie jak dodatkowa wycieczka, nowy krajobraz w tle czy wizyta w muzeum. Albo rozmowa z miejscowymi, picie z nimi herbaty i jedzenie ciasta, a przy okazji poznawanie niuansów lokalnej rzeczywistości, sposobu myślenia, klimatu politycznego, języka i wzajemnych relacji.

Zwykle na takie lektury wybierałam rzeczy lekkie, obyczajowe lub biografie. Po „Mity” sięgnęłam poniekąd badawczo. Pomyślałam, że przeczytam i zrozumiem lepiej miejsce, w którym przyszło mi żyć. Miejsce i ludzi. I zupełnie się nie pomyliłam, chociaż, jak się okazało z czasem, i o czym pisze sam autor, dzisiejsze Niemcy to kraj istniejący poza mitami, niezdolny (lub niechętny), by mitami żyć i by je tworzyć lub czerpać z bogatej mitycznej przeszłości.

Ja jednak wierzę, że skoro współcześni Niemcy są potomkami (bez względu na licznych imigrantów) tradycji swych dziadów i pradziadów, to znaczy, że wcześniejsza mnogość mitów, która to państwo stworzyła (a potem pogrążyła), jednak gdzieś musi w społecznym krwioobiegu krążyć.

Czytałam wolno i z uwagą. Z notatkami na marginesach i podkreślaniem fragmentów, które wydały mi się istotne dla moich własnych poszukiwań. Skończyłam po pół roku – ale pracę domową odrobiłam uczciwie, sprawdzając liczne tropy przywoływane przez Münklera i jeżdżąc w wiele opisywanych przezeń miejsc. I szukając dodatkowych informacji w innych źródłach. To było sześć miesięcy niesamowitej intelektualnej przygody, którą polecam wszystkim, którzy mieszkają w Niemczech albo bywają w nich często. I interesują się historią, ponieważ – to ważne – bez tej pasji (i bez choćby elementarnej wiedzy) lektura „Mitów” będzie drogą przez mękę.

Herfried Münkler, od 2018 roku profesor emerytowany, to pochodzący z Hesji niemiecki politolog zajmujący się teorią polityczną i historią idei. W latach 90-ych objął katedrę nauk społecznych na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. „Mity Niemców” są wynikiem dwudziestu lat jego pracy, jak sam pisze, część książki powstała dzięki zaangażowaniu uczestników jego berlińskich seminariów. Z uwagi na wykształcenie i szeroką perspektywę autora, „Mity” są wielowątkową opowieścią o Niemczech od starożytności aż po współczesność, przy czym warto podkreślić, że przywoływane legendy to zwykle punkt wyjścia do analizy ich wpływu na rzeczywistość przez stulecia. Jako że profesor jest również znawcą teorii i i historii wojen oraz znanym badaczem kultury, każdy z rozdziałów dosłownie nasączył odwołaniami i przykładami. Jest logicznie, jest barwnie, jest wieloaspektowo i bez infantylnych uproszczeń (kóre mogłyby kusić – nie jest łatwo pisać o Niemczech z ich historią będącą czymś więcej niż tylko sumą dziejów wszystkich krajów i kraików stanowiących dzisiaj jedną niemiecką państwowość). To dlatego czytelnikowi potrzebna jest wyjściowa wiedza i wielka uważność podczas lektury. Choć autor prowadzi nas za rękę, można się pogubić. Mity okazują się bowiem grą i to grą ściśle związaną z furkoczącymi kartami historii. Kto nie znał reguł, często ginął pogrzebany tym samym mitem, który go wcześniej wyniósł (vide przesądny Hitler i nadawane przezeń kryptonimy wojennych akcji). Czasem rzeczywistość kreowano tak, by pasowała do wybranych mitów. A jak nie pasowała, no cóż, tym gorzej dla rzeczywistości (wersja NRD).

Skomplikowane losy Niemiec to właśnie także 2. Wojna Światowa i droga od 1945 roku przez zjednoczenie do dzisiaj. Tu także miały swój udział mity, z mniejszym lub większym powodzeniem (raczej mniejszym) stosowane przez nazistów w celu „zaczarowania” czy „odczynienia” rzeczywistości i mity współczesne lub próba ich stworzenia w XX wieku na potrzeby nowoczesnego niemieckiego  społeczeństwa konsumpcji i dostatku. Te rozdziały to już prawie finał książki – w chwili, gdy poważnie martwiłam się, jak żyć bez tej lektury, autor zafundował mi intrygującą niespodziankę w postaci rozważań o volkswagenie garbusie jako eksportowym remedium na wojenne wspomnienia o Niemcach okupantach i roli agencji marketingowych, które wybranymi kampaniami miały kreować mito-protezę.   

I jeszcze wielkie brawa dla tłumacza, pana Andrzeja Kopackiego. Jak już się zdążyliście zorientować, to nie jest łatwa literatura. Tekst jest wymagający nawet po polsku. Tymczasem, w gęstwie zdań wielokrotnie złożonych, czytelnik nie gubi wątku ani logiki zdania. Płynność towarzysząca lekturze nie tylko dodaje smaczku i urody całości – w tym przypadku jest warunkiem sine qua non. Bez niej nie sposób byłoby tego skonsumować. Polecam!


Tschuss!


Edit 1: „Mity Niemców” wydało Wydawnictwo Sic! w ramach serii współczesnej literatury niemieckojęzycznej KROKI/SCHRITTE. Egzemplarz na zdjęciu jest moją własnością, podobnie jak wyrażona w recenzji entuzjastyczna opinia. Z polecenia Państwu tej lektury nie czerpię żadnych korzyści majątkowych.

Edit 2: „lekka, łatwa i przyjemna” książka do poczytania na czas pobytu w Niemczech, to np. którakolwiek z powieści Nele Neuhaus (klik) lub „Filip” Tyrmanda (klik). Są też oczywiście „Baśnie” braci Grimm, ale czy to aby na pewno jest lżejsze i przyjemne … (pisałam o tym tutaj).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *