Rauch w Poznaniu

środa, 29.07.2020

Mieszko i Chrobry dłuta jednego z najsłynniejszych pruskich artystów. To hrabia Edward Raczyński, doskonale wykształcony wielkopolski arystokrata, mecenas sztuki i polityk, zlecił wykonanie dzieła Chrystianowi Danielowi Rauchowi. Zdjęcie autorstwa: Radomil talk, publikuję je na warunkach GNU Licencji Wolnej Dokumentacji.

Od lipca jestem w Polsce i jest mi z tym absolutnie cudownie. Po tygodniach pandemicznego odosobnienia wreszcie oddycham swoim powietrzem i otaczam swoim ludźmi. Każdy dzień jest piękny 😉 . W tym pięknie nieubłaganie minął półmetek wyznaczonego czasu pobytu i nagle kartki w kalendarzu zmieniły tryb z rozkosznego leniwego biegu na dziki furkot. Zrobiło się znacząco bliżej połowy sierpnia, czyli, ding dong, terminu powrotu do Hesji. Kto jest z „Relokowaną” zaprzyjaźniony, ten wie, że i tu mi dobrze, i tam nieźle (klik), ale rozpanoszony wirus wprowadza we wszystko jakiś niesympatyczny klimacik niepewności. Głupie i smutne pytania, czy i kiedy wjadę z powrotem do Wielkopolski, przeplatają się z pomysłami na to, co jeszcze zawieźć pod Frankfurt, żeby dłużej mieć Polskę przy sobie. Tak już mam, co począć.

I właśnie na fali tych refleksji chciałam napisać, że nie zawsze trzeba wyjechać daleko, by zobaczyć coś dobrego, i wesprzeć to odpowiednim przykładem, gdy ręka zawisła mi nad klawiaturą. Pewnie nie trzeba daleko, ale czy ja aby wybrałam dobry przykład? Dzisiaj o Chrobrym i Mieszku dłuta fenomenalnego Daniela Christiana Raucha. Zapraszam.

Pomnik znajdziecie w poznańskiej katedrze na Ostrowie Tumskim, w jednej z najpiękniejszych kaplic. Kaplica nazywana jest Złotą i nie jest to przenośnia. Złoty dominuje w bizantyjskim przepychu tego wnętrza i na tym tle oglądamy dwóch pierwszych polskich władców.

Mieszko I to ten, któremu zawdzięczamy chrześcijaństwo i zarazem ten, który królem nigdy nie został. To oczywiście chichot historii i gra znaczeń, czym różnią się te dwa słówka: władca i król, zagadka przepoczwarzyła się z czasem w wieloletnią udrękę uczniów, a co o tym sądził sam Mieszko pewnie nigdy się nie dowiemy. Bez królewskiej korony, za to z krzyżem w ręce, los krzewiciela wiary niesie w podręcznikach historii przez stulecia i takim go też pozostawił potomnym Rauch. Z kolei Bolesław Chrobry, koronowany w 1025 roku (w tym roku również umrze), otrzymał od rzeźbiarza twarz księcia Józefa Poniatowskiego (klik), przystojniaka, kobieciarza i patrioty legendy, zwolennika Bonapartego, a tym samym przecież równie legendarnego zagrożenia dla pruskiego status quo (pisałam o tym tutaj). Czy artysta wiedział, kogo (naprawdę) portretuje? Czy stał się ofiarą tej samej gry, w której najzagorzalsi przeciwnicy polskiej niezależności złożyli się na realizację pomnika (co prawda w mniejszej skali niż pierwotnie zakładano), ale jednak nadal pomnika, którego podstawowym celem było krzepienie serc, sursum corda przez odwołanie do początków i siły rodzącego się państwa polskiego?

Polscy władcy powstali w roku 1841 – dziesięć lat później w Berlinie zostanie odsłonięty konny pomnik Fryderyka Wielkiego, nazywany dziełem życia Raucha i będący jednocześnie symbolicznym rozliczeniem z jego nauczycielem Schadowem. Od stworzenia promieniującego alabastrowym światłem sarkofagu królowej Luizy (klik) minęło ponad trzydzieści lat. Na rynek sztuki weszły kolejne pokolenia, w tym wielu zdeterminowanych, by usunąć mistrza z piedestału i przejąć jego dłuto. Dłuto uparte na tyle, by wbrew artystycznym nowinkom, pozostawiać swoim kamiennym lub żeliwnym postaciom elegancję starożytnej rzeźby i wierność w odtworzonych szczegółach, ale wierność idealizującą, daleką od dzikich namiętności, ruchów pełnych bólu, grymasów przekleństw i soczystych żądz. Pozbawionych ludzkiej biologicznej prawdy, doświadczanej przecież przez wszystkich, a w drugiej połowie XIX wieku dodatkowo usankcjonowanej kolejnym nurtem w sztuce i literaturze: realizmem.

I tacy są Mieszko i Chrobry w poznańskiej katedrze. Bez emocji. Klasycznie wyniośli. Jakby zatopieni w rozmowie toczonej podczas spokojnego wiosennego spaceru. Historyczny Mieszko był jednym z najlepszych polskich władców, dalekowzrocznym, skupionym na interesie budowanego kraju, nie wahającym się umacniać go zarówno przez śmiałe alianse, jak i przemyślane użycie siły. I aż się prosi o jakiś wykrzyknik (artystycznej) ekspresji.  Znany nam Chrobry, zaprawiony w walkach, wytrawny polityk i strateg, wielokrotnie żonaty, również musiał mieć w sobie jednak więcej ikry.

Nie u Raucha.

I dlatego nigdy, ale to nigdy (a jako przewodnik opowiadałam tę historię wielu wycieczkowiczom), nie drgnęło mi przy nich serce. Na prawo most, na lewo most, w kaplicy na prawo sarkofag, na lewo dwóch dżentelmenów w przebraniu, ojciec i syn, władca i król, przez przypadek uwięzieni w trójwymiarowej klasycyzującej kliszy wielkiego pruskiego rzeźbiarza.
A potem szybko dalej, do Przemysła i Ryksy, bo tam i krew, i pot, i szał, i łzy.
Wreszcie jakoś bardziej po ludzku.

Pa!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *